Częstochowianka w Irlandii

  • Drukuj zawartość bieżącej strony
  • Zapisz tekst bieżącej strony do PDF
15 lutego 2017

Z roku na rok coraz więcej ludzi wyjeżdża za granicę. Liczą na poprawę swojego bytu, podniesienie statusu życia, stabilizację finansową, spokój.

Z emigracją nierozerwalnie związana jest też samotność. Obca kultura, język, zwyczaje, ludzie. Jak więc radzą sobie za granicą nasi rodacy?

Porozmawiam dziś z Anną, Częstochowianką  zamieszkałą od dziesięciu  lat w Irlandii.

- Jak to się stało, że ty, tak silnie związana z krajem wyjechałaś?

Moja decyzja była spontaniczna. Po ukończeniu studiów znalazłam pracę na pół etatu w szkole jako nauczyciel wychowania fizycznego. Było to moim marzeniem. Poświęcałam młodzieży dużo swojego prywatnego czasu, starałam się zaszczepić w nich potrzebę ruchu. Niestety, to pół etatu nie dawało mi szans na żaden awans ani rozwój zawodowy. Po cichu liczyłam, że w następnym roku liczba godzin pracy wzrośnie. W poszukiwaniu letniego zatrudnienia wyjechałam z przyjaciółmi do Irlandii. Tam dostałam wiadomość że zwiększenia etatu nie będzie. Postanowiłam zostać.

-  Jakie były początki twojej drogi zawodowej na obczyźnie?

Bywało różnie. Zatrudniałam się wszędzie, gdzie tylko było na mnie zapotrzebowanie. Szlifowałam język  jako kasjerka w ciastkarni, ale zaliczyłam i zmywak.

- Czy nie miałaś wtedy ochoty wracać?

Zacisnęłam zęby i postanowiłam przetrwać. Wkrótce trafiłam do laboratorium i tam zaczęłam się spełniać zawodowo. W Polsce studiowałam też farmację, więc praca nie była trudna.  W laboratorium poznałam też mojego męża.

-  Jak sobie poradziłaś z fachowym słownictwem w pracy?

Zespół zatrudnionych składał się z osób o różnej narodowości. Była i Francuzka i Włoch. Rozmawialiśmy po angielsku. Była to dla mnie motywacja do pracy nad językiem. Na szczęście w pracy zawodowej korzystaliśmy z symboli międzynarodowych.

- Wiem, że twój mąż jest Irlandczykiem, masz też dwójkę dzieci.  Jak to jest z językiem w twojej rodzinie?

Z mężem rozmawiam po angielsku. Dzieci są dwujęzyczne. Przynajmniej bardzo się o to staram. Mówię do nich zawsze po polsku a mąż w swoim języku.  Bardzo pomocne są tu wizyty u rodziny w Polsce. Po powrocie poziom języka polskiego znacznie wzrasta. Od niedawna córka zaczęła naukę w szkole. Muszę jej tłumaczyć, że w zeszycie musi być tak napisane jak mówi tatuś.

- Co z tęsknotą za ojczyzną? Jak to znosisz ?

Staram się co roku odwiedzać rodzinną Częstochowę. Często goszczę też rodzinę  z Polski. Mam też sporo obowiązków: rodzina, praca w miejscowym przedszkolu, rozwijanie pasji  sportowych moich dzieci. Na tęsknotę nie zostaje wiele czasu.

- Czy myślałaś o powrocie do Polski na stałe?

Obecnie jest to niemożliwe. Obydwoje z mężem mamy stałe prace. Mamy tu też niewielki domek. Znaczną przeszkodą jest też nieznajomość języka polskiego przez mojego męża.  Może kiedyś w odległej przyszłości ……

Dziękuję za rozmowę.

J.P.

Galeria

  • Powiększ zdjęcie Anna  z rodziną nad Morzem Irlandzkim

    Anna z rodziną nad Morzem Irlandzkim