Jesteś tutaj: Start / Felietony / Teneryfa w maju

Teneryfa w maju

  • Drukuj zawartość bieżącej strony
  • Zapisz tekst bieżącej strony do PDF
8 lipca 2018

Los  trochę ze mnie zadrwił. Córka założyła rodzinę daleko od rodzinnego kraju. Z wnuczętami widuję się więc tylko kilka razy do roku, bo to cała wyprawa. Żeby trochę zrekompensować ten brak codziennego kontaktu już od kilku lat spędzamy razem wakacje. Czasem  są to wakacje wiosenne, czasem jesienne. Rzadziej letnie. Wszystko zależy od obowiązujących  w danym okresie cen usług turystycznych. Czym te niższe tym bardziej się cieszymy. Często udaje się połączyć przyjemne z pożytecznym. Wypatrujemy hotelu w odpowiedniej cenie. Dopasowujemy do tego stosunkowo niedrogi przelot z obu zamieszkanych przez nas krajów i poznajemy nowe miejsca.

W tym roku udało się zobaczyć w maju  jedną z wysp w archipelagu Wysp Kanaryjskich - Teneryfę, należącą do Hiszpanii, ale z klimatem iście afrykańskim.

   

Przyznam, że oczekiwałam tego wyjazdu z dużym zaciekawieniem. Lot trwał ponad 5 godzin, ale trudy rekompensowały piękne widoki za oknem samolotu. Pierzaste chmury, nitki rzek widoczne z wysokości, ośnieżone Alpy, a pod koniec – bezkresny błękit morza. Nagle ukazał się moim oczom niecodzienny widok: góra spowita w obłok. Jakby unosząca się nad ziemią. To najwyższy szczyt Teneryfy, a także w całej Hiszpanii – Pico de Teide znajdujący się na wysokości 3718 m n.p.m. - góra –wulkan w kształcie stożka utworzona z zastygłej lawy. Wylewająca się lawa była na tyle lepka, że szybko zastygała tworząc coraz wyższy stożek. Ostatnia erupcja miała miejsce w 1909 roku i od tamtej pory wulkan uznawany jest za uśpiony.

Nie udało mi się dotrzeć na szczyt. Z relacji osób, które miały taką okazję wynika, że rozciągają się stamtąd nieziemskie widoki.

Wulkan Teide wpisany został na Listę Światowego Dziedzictwa Kulturowego i Przyrodniczego UNESCO.

  

 Na czas pobytu na wyspie zamieszkaliśmy w miejscowości El Medano (po polsku: wydma), oddalonej od lotniska zaledwie o 7 km. Znakiem rozpoznawczym są wydmy uformowane w skalnych piaskowcach przez długo wiejący wiatr. Urocze miasteczko, dawna wioska rybacka, położone tuż nad oceanem Atlantyckim w najbardziej południowej części wyspy, przywitało nas słońcem i dość silnym wiatrem. Niezwykle gościnny okazał się też hotel wyposażony we wszystko co niezbędne na czas krótkiego wypoczynku. Do dyspozycji mieliśmy patio z basenem. Pracująca od wielu lat w tym obiekcie Polka – pani Alicja opowiedziała nam o miejscowych zwyczajach, wskazała najciekawsze miejsca i pomogła z językiem. Można się tu porozumieć po niemiecku i angielsku, ale językiem urzędowym jest hiszpański.

Mocnym punktem El Medano jest plaża o długości ponad 2,5 kilometra z szarym, czasem wręcz czarnym piaskiem. Na szczęście łatwo się go pozbyć. Wystarczy strzepnąć.

W tym roku wyznaczono za pomocą boi wodnych odrębne strefy dla plażowiczów, dla serwerów oraz dla kiteserferów. Dla osób z ograniczoną możliwością poruszania się przygotowano drewniane podjazdy, rampę, bezpłatny parking. Wraz z toaletami, przebieralniami, prysznicami czyni to  plażę bezpieczną i dostępną zarówno dla dorosłych jak i dzieci oraz osób niepełnosprawnych. Warto dodać, że plaża objęta jest nadzorem ratownika.

Wzdłuż całej plaży ciągnie się bulwar z licznymi sklepikami, kawiarniami i restauracjami. W centralnej części bulwar przechodzi w długi, drewniany pomost doskonały do wieczornych spacerów. Można tu spokojnie przysiąść na porcję lodów, czy posiłek. Podawane są miejscowe przysmaki: Papas arrugadas - ziemniaczki gotowane w morskiej wodzie podawane z sosami Mojo Rojo i Mojo Verde, topaz, paela. Płacimy w obowiązującej tu walucie – euro.

El Menado to raj dla amatorów surfingu i kitesurfingu. Dość silne wiatry sprzyjają uprawianiu tych sportów. Są tu liczne szkółki pozwalające doskonalić umiejętności. Miłośnicy sportów wodnych szczególnie upodobali sobie plażę La Tejita.

Z brzegu można podziwiać nie tylko kolorowe żagle, ale również monumentalną, czerwoną  górę Montana Roja – dawny krater wulkaniczny. Miejsce to jest rezerwatem przyrody i atrakcją turystyczną miasteczka. Dość łatwo jest dostać się na szczyt. Droga jest dobrze oznaczona. Trud wspinaczki rekompensują wspaniałe widoki: błękitnego oceanu, pasma górskiego z wulkanem Teide w oddali, startujących samolotów.

Samo miasteczko jest nieskomercjalizowane, spokojne, pozbawione blichtru wielkich turystycznych metropolii.

Centralny punkt stanowią dwa place: Plaza Roja – czyli Plac Czerwony oraz plac główny, na którym odbywają się jarmarki. Można się zaopatrzyć w świeże, miejscowe owoce: papaje, banany, kiwano, melony, mango, awokado. A wszystko o niepowtarzalnym smaku. Dojrzałe, soczyste i słodkie. Na straganach królują też warzywa: bakłażany, kabaczki, cukinia, papryka, kalafiory, dynia, pomidory.

Roślinność ze względu na suchy klimat jest dość uboga, ale spotkać można piękne okazy draceny smoczej czy palmy kanaryjskiej. Te gatunki są symbolami roślinnymi Teneryfy.

Jak na początek maja temperatura pozwala na kąpiele morskie i plażowanie. Szkoda, że czas na przyjemnościach upływa tak szybko. Pożegnanie z rodziną i tym pięknym miejscem jest bolesne. Muszę tu jeszcze wrócić, bo mam niedosyt wszystkiego. Koniecznie chcę zobaczyć ten słynny wulkan z bliska i zwiedzić park narodowy usytuowany u jego stóp.

JP

Galeria

  • Powiększ zdjęcie Szczyt Teide

    Szczyt Teide

  • Powiększ zdjęcie Widok na El Medano

    Widok na El Medano

  • Powiększ zdjęcie El Medano i ocean

    El Medano i ocean

  • Powiększ zdjęcie El Medano i wydma

    El Medano i wydma

  • Powiększ zdjęcie Na szczyt Roja

    Na szczyt Roja

  • Powiększ zdjęcie Szczyt Roja

    Szczyt Roja