Mój „American dream” III – Boston – jakby trochę europejsko

  • Drukuj zawartość bieżącej strony
  • Zapisz tekst bieżącej strony do PDF
31 października 2018

Kiedy minął pierwszy szok związany ze zmianą nie tylko miejsca przebywania, ale również czasu, a raczej strefy czasowej, którą zmienia się podczas lotu na inne dalekie lądy, postanowiłam zobaczyć inne miasta oprócz NYC. Nawet nie sądziłam, jakie jest to kłopotliwe. 

Kiedy dotarłam do USA jet lag był zdecydowanie mniejszy, po trzech dniach normalnie funkcjonowałam w tamtejszych godzinach, ale kiedy wróciłam do Polski, to już była tragedia. Pamiętam, że spóźniłam się następnego dnia po powrocie do domu na zajęcia na studiach doktoranckich, które były na 16:00, a przez prawie tydzień jadłam obiad o północy J Ale wracając do wycieczki do Bostonu…

Postanowiłam w pierwszy weekend zwiedzić Boston. Nasłuchałam się opowieści, że jest bardzo inny od pozostałych miast w USA, jest europejski i tak jest rzeczywiście.

Piątek ok. południa udaję się na autobus do Bostonu, na szczęście nie gubię się w metrach i jestem przed czasem z toną słodkich przekąsek i orzeszków. Zamierzam przetestować autobusy typu „przejazdy od kilku dolarów”. Czekam na przystanku i zastanawiam się, jak wyglądają małe miasteczka w Stanach, czy jest tak jak na filmach: wszędzie mają flagi, na drogach przemieszczają się ogromne auta itp. Wyrywa mnie z rozmyślań podjeżdżający autobus, siadam przy oknie. Podróż z NYC do Bostonu ma trwać ok 3 godzin, niestety trwa dłużej, sam wyjazd z NYC ok. jednej godziny, może inaczej: wyjazd z Manhattanu. Opuszczam miasto i moim oczom ukazują się małe domki, które wyglądają bardzo podobnie, mające otwarte podwórka, flagi na gankach, czyli jest dokładnie tak, jak na filmach. Drogi są w miarę przejezdne, auta jeżdżą z umiarkowaną prędkością. Słucham muzyki, pożeram przekąski.

W końcu dojeżdżam do Bostonu, jest już ciemno i późno. Hotel, w którym będę przebywać do niedzieli znajduje się poza Bostonem, i muszę się tam jeszcze dostać. Na dworcu autobusowym znajduję włoską restaurację, zamawiam pizzę, niestety po raz kolejny to nie jest ten smak, niby włoska, ale i tak amerykańska. Zjadam kolację i próbuję ogarnąć dojazd do hotelu. Okazuje się, że najpierw metro, potem pociąg, potem autobus, hmmm. No cóż, innego wyjścia nie mam.

Ale zanim wyruszę do swojego hotelu, to trzeba odwiedzić jedno z obowiązkowych miejsc, czyli najstarszy lub drugi najstarszy pub w Stanach z 1795 roku – Bell in Hand. Wypijam oczywiście piwo typu Ipa Uśmiech Mnóstwo ludzi i transmisja footballu amerykańskiego. Teraz już mogę udać się do hotelu.

Podróż zajmuje mi około dwóch godzin, ale jestem w urokliwej wsi pod Bostonem. Ładnie tutaj, chociaż hotel nie jest tak ładny jak okolica czy cena, jaką trzeba  za noclegi zapłacić. Kąpiel i spać, rano będzie tradycyjny dzień zwiedzania według Moniki, czyli dużo chodzenia Uśmiech

Rano wstaję, zamawiam taksówkę na dworzec, aby szybciej przedostać się na pociąg. Przesiadam się na pociąg, potem na metro, które dowozi mnie do centrum Bostonu.

Zaczynam od przedostania się na główny deptak, przy którym znajduje się targ Faneuil Hall Marketplace z lokalnymi street foodami, czyli kraby, kraby i jeszcze raz kraby. No i inne ryby. Zamawiam sobie bajgla z jajecznicą i siadam na ulicy. Przeżywam szok, po raz pierwszy dociera do mnie, jacy tutaj ludzie są grubi, to już nie jest nadwaga, to jest otyłość.

Dowiaduję się z opowieści, które słyszę dookoła, że jest jakiś ważny zjazd lekarzy i konferencja międzynarodowa poświęcona medycynie, teraz znam odpowiedź na pytanie, czemu nic nie było wolnego do spania w centrum Bostonu.

Jedząc patrzę na witryny sklepowe i postanawiam: a co mi tam, zjem to sobie wejdę do kilku sklepów, w końcu dlaczego nie zacząć zwiedzania od sklepu Mrugnięcie Wchodzę, ceny mnie zaskakują ogromnie, wszystko takie tanie[1] no i mój rozmiar w USA to 34/36 Uśmiech czyż to nie jest budujące? Uśmiech

Po małych zakupach postanawiam pospacerować wzdłuż portu. Pierwszy raz w życiu widzę ocean, zastanawiam się, czy się czymś różni od morza? Wydaje mi się że niczym, tylko nazwą, chociaż na następny dzień zmieniam zdanie.

Wchodzę na Freedom Trail Tours i zaczynam zwiedzanie Bostonu. Freedom Trail jest linią znajdującą się na chodnikach oraz ulicach, która wyznacza szlak turystyczny i pomaga nie przegapić najważniejszych atrakcji turystycznych związanych z historią tego miejsca. Szczerze mówiąc to dla nas, Europejczyków, historia Bostonu czy nawet USA nie jest niczym szczególnym. Zwiedzam muzeum USS Constitution, oglądam budynki, które rzeczywiście architektonicznie podobne są do europejskich. Potem jeszcze raz spaceruję przy porcie nad oceanem, następnie udaję się do parku miejskiego Boston Public Garden. Można w nim zobaczyć nie tylko kaczuszki idące na spacer[2], jak i mnóstwo młodych par, czy dziewczyn osiągających wiek powiedzmy dojrzałości, przyjeżdżają tutaj tłumnie robić zdjęcia. W międzyczasie oglądam z zewnątrz Fenway Park, jakoś nie mam potrzeby wchodzić na stadion, ale i tak jest już zamknięty.

Postanawiam coś zjeść, a ponieważ nie zjadłam jeszcze nic związanego z krabem to wracam na targ „jedzeniowy”, kupuję bułę z sałatką krabową, krewetki i kraby. Znowu to samo miejsce, jem spokojnie obserwując przechodzących ludzi. Jeden ze sklepów przykuwa moją uwagę, sklep z artykułami związanymi ze świętami Bożego Narodzenia, wchodzę i widzę chyba wszystkie możliwe ozdoby choinkowe w możliwie chyba wszystkich kształtach i wzorach. Zresztą, czemu mnie to dziwi, tutaj są Stany Zjednoczone, tutaj wszystko jest inaczej. Wieczorem sporo artystów jest na ulicach, grają na instrumentach, tańczą, śpiewają a często nawet się wygłupiają, co nie jest zabawne dla turystów spoza USA[3]

Zmęczona wracam do hotelu, jutro Harvard i może się uda zobaczyć wieloryby.

Po kąpieli leżę na łóżku i kombinuję jak kupić bilet na rejs po oceanie[4], aby zobaczyć w naturalnym środowisku wieloryby. W końcu znajduję na jednej stronie, kupuję i czekam na potwierdzenie, którego nie otrzymuję. Najwyżej jutro będę udawać głupią  Uśmiech

Rano szybko wstaję i biegiem do portu, ostudza mnie widok kolejki, kurde, mam tylko 30 min do mojego rejsu a tutaj znowu będzie godzina stania. Kupuję hot doga w budce i czekam cierpliwie. Ku mojemu zdziwieniu kolejka bardzo szybko się zmniejsza. Kiedy dochodzę do okienka, Pani z przykrością uświadamia mnie, że nie ma wolnych miejsc i mój bilet nie jest ważny, ja udaję, że nie do końca rozumiem, w rezultacie dostaję bilet na rejs Uśmiech

Czekam niecierpliwie na statku, siadam w jego otwartej części, patrzę na widok na Boston, pięknie, ale nie tak jak w Nowym Jorku. Statek rusza i od razu uświadamiam sobie, że lepiej byłoby siedzieć wewnątrz. Z powodu dużej prędkości ludzie zaczynają wymiotować do torebek. Ciężko poruszać się po statku, więc zostaję na swoim miejscu i siedzę tak dopóki statek się nie zatrzyma.

Słyszę Panią, która informuje, że jesteśmy na obszarze, gdzie żyje duża ilość wielorybów. Podchodzę do barierki, aby czuć się bezpiecznie na statku, ledwo utrzymując równowagę. A raczej jej nie utrzymuję Uśmiech Nagle widzę, jest pierwszy wieloryb tuż obok, jedną ręką się trzymam poręczy, a wolną ręką robię zdjęcia albo kręcę filmiki. Już widzę w myślach tonący aparat fotograficzny wraz z moim telefonem.

Oglądam wieloryby, przyglądam się im z różnych stron statku, piękny widok. Na szczęście mam dalej przy sobie wszystkie rzeczy, no i ja nadal jestem na pokładzie.

Po tym wydarzeniu zmieniam zdanie odnośnie „czy ocean różni się od morza”. Różni się, na oceanie fale są ogromne, bardzo odczuwalne, buja okropnie, no i są wieloryby.

Po zakończonym pokazie słyszę informację, że wracamy na ląd, ale kapitan musi płynąć zdecydowanie szybciej. Siadam zgodnie z prośbą załogi w części zamkniętej wygodnie na fotelu. Prędkość powoduje, że wbijam się w fotel. A dookoła mnie zaczyna być koncert wymiotujących ludzi[5]. Patrzę się w sufit, ponieważ zostałam jedną z dwóch osób, które nie wymiotują, no i nie chciałabym tego zmieniać. Kiedy dopływamy czuję ulgę, no i cisza nastaje.

Wysiadam i biegnę na metro do Harvardu, ostatni punkt podczas tej wycieczki. A muszę pamiętać o autobusie do NYC, na który już mam wykupiony bilet.

Harvard, cóż, piękne miejsce z historią, od razu snuję myśli, jeśli zostałabym w USA to może udałoby się tutaj zrobić doktorat Uśmiech. Już spaceruję po chodnikach z książkami, podoba mi się ten plan. Kiedy już za bardzo odlatuję w swoich marzeniach, dociera do mnie, która jest godzina, a ja jeszcze nie jadłam obiadu. Biegnąc na autobus kupuję pizzę w tej samej włoskiej restauracji, no i popełniam błąd, przez przypadek zamawiam pizzę z figami, eh. Gorsza była tylko pizza z ziemniakami, którą kiedyś we Włoszech zamówiłam. Pomyliły mi się ziemniaki z pomidorami. Ale najważniejsze, że jestem w autobusie i wracam do tymczasowego domu. Większość podróży przesypiam, docieram do NYC w środku nocy.

Czy rzeczywiście Boston mnie zachwycił? Nie, bo widziałam wcześniej kawałek Nowego Jorku. Czy jest dość nietypowy? Tak, bo architektonicznie przypomina Europę. Co najbardziej mi się podobało? Wieloryby.

Zapraszam do następnego felietonu, w którym będzie opis ostatniego miejsca przeze mnie zwiedzonego podczas mojego pobytu w USA. Udamy się wspólnie do Waszyngtonu.



[1]To właśnie spowodowało powrót z dwoma walizkami do domu, zamawianiem taksówek, pomocą Taty na dworcu w Częstochowie itp

[2] Pomnik/rzeźba kaczuszek

[3] Niestety Amerykanie w porównaniu z Europejczykami wypadają blado

[4] Będąc wcześniej w porcie podeszłam do kasy, aby zapytać o bilety na rejs, ale już ich nie było na następny dzień

[5] Pozostanie na zewnątrz groziło w najlepszym wypadku jedynie mokrymi ubraniami,
w najgorszym, pojawieniem się za burtą.

Link do filmiku na YouTube: https://youtu.be/l7H212byTUk

Zdjęcia udostępnione przez Autorkę.

Monika Piśniak

Galeria

  • Powiększ zdjęcie Ja w Bostonie

    Ja w Bostonie

  • Powiększ zdjęcie Fenway Park

    Fenway Park

  • Powiększ zdjęcie Główny skwer w Bostonie

    Główny skwer w Bostonie

  • Powiększ zdjęcie Harvard

    Harvard

  • Powiększ zdjęcie Kaczuszki w parku

    Kaczuszki w parku

  • Powiększ zdjęcie Kraby

    Kraby

  • Powiększ zdjęcie Śniadanie po amerykańsku

    Śniadanie po amerykańsku

  • Powiększ zdjęcie Widok na Boston

    Widok na Boston

  • Powiększ zdjęcie Wieloryby

    Wieloryby