Mój „American dream” IV – Waszyngton – szlakiem prezydentów

  • Drukuj zawartość bieżącej strony
  • Zapisz tekst bieżącej strony do PDF
20 listopada 2018

Ostatni weekend mojego pobytu w USA postanawiam spędzić w Waszyngtonie. Sprawdzam możliwość zwiedzenia Białego Domu, ale od czasu pojawienia się nowego prezydenta nie jest to już takie proste. Trzeba iść do ambasady swojego kraju i wystosować pismo z prośbą o umożliwienie wykupienia biletu do Białego Domu. 

Sprawdzam czas trwania odpowiedzi na takie pismo i odpuszczam ten pomysł, okazuje się, że nie będzie to z dnia na dzień, a nawet nie w ciągu paru dni. W sumie to może i dobrze, aktualny Prezydent Stanów Zjednoczonych nie przekonuje mnie.

Piątek wcześnie rano. Po raz kolejny jadę na przystanek autobusowy, aby wsiąść do autobusu tanich linii, tym razem do Waszyngtonu. Dzień wcześniej kupiłam bilet online, aby zwiedzić Kongres. Obawiam się czy uda mi się dotrzeć na wskazaną na bilecie godzinę wejścia na zwiedzanie z przewodnikiem, ale cóż, na czas wyjazdu z NYC nie mam wpływu. Kiedy docieram na przystanek, rzuca mi się w oczy ogromna kolejka do autobusu, którego jeszcze nie ma. Wzruszam ramionami, przecież tutaj na wszystko się czeka i ciągle się stoi w kolejkach. Historia się powtarza, ja i stos przekąsek jedziemy w zatłoczonym autobusie.

Docieram spóźniona, postanawiam spróbować dobiec na wyznaczoną godzinę, niestety nie udaje mi się. Dalej mam problem z wyczuwaniem odległości, to okazuje się dużo dalej niż mi się wydawało patrząc na mapę.

Budynek Kongresu jest ogromny, znajduję wejście dla zwiedzających. Niestety, jestem spóźniona ok 30 min. Kontrola bezpieczeństwa zajmuje kolejne cenne minuty. Podchodzę do kasy, aby wymienić bilet elektroniczny na słuchawki ułatwiające zwiedzanie z przewodnikiem. Okazuje się, że nie jest problemem wejść na późniejszą godzinę. Czekam cierpliwie na swoją kolej. Zaczynam zwiedzanie.

Pani przewodnik wskazuje i opowiada nam o pomnikach reprezentantów każdego ze stanu USA. Następnie słucham o znajdujących się w salach obrazach, ważnych wydarzeniach z historii Stanów Zjednoczonych. Poskreśla znaczenie każdego wydarzenia z historii, wskazując na bardzo duże poczucie patriotyzmu.Okazuje się, że jestem jedynym obcokrajowcem w grupie, z zaciekawieniem patrzę jak Amerykanie z dumą mówią z jakiego Stanu pochodzą. Ciekawe doświadczenie. Pani dziękuję po godzinie za wspólne zwiedzanie. Dowiaduję się, że jeśli wyjdę z budynku, aby przejść do Biblioteki to po raz kolejny będę musiała przejść przez długą kontrolę. Decyduję się na przejście korytarzami.

Kiedy tylko wychodzę na główny korytarz, rzuca mi się w oczy długa kolejka do Izby Reprezentantów, myślę sobie – Czemu nie, zawsze można dokupić bilet. Niestety dowiaduję się, że nie tutaj, że trzeba wcześniej zrobić rezerwację. Trudno. Ale kiedy wychodzę ponownie na korytarz, to zaczepia mnie pracownik, który pyta się czy chcę zobaczyć Izbę Reprezentantów, ja odpowiadam, że oczywiście. Na to w odpowiedzi, zostaje wręczony mi bilet Uśmiech Jak tu nie kochać ludzi Uśmiech

Zadowolona wracam do kolejki, po godzinie składam rzeczy osobiste w depozycie, następnie po kolejnej godzinie udaję się na szczegółową kontrolę osobistą. Po całym procesie zostaję jedynie z biletem w dłoni. Wchodzę do Sali odpowiednika naszego Sejmu. Pięknie wygląda. Siadam w zadumie. Po pewnym czasie dociera do mnie ile jeszcze jest do zobaczenia w Waszyngtonie. Zbieram się do wyjścia. Odbieram wszystko, co do mnie należało i z jedyną pamiątką w postaci biletu opuszczam Kongres.

  

                                           Kongres                                                                                        Biblioteka Kongresu

Biblioteka przede mną, zastanawiam się czy dorówna temu co widziałam w NYC. Okazuje się, że staje się ona dla mnie numerem I. Cudowne miejsce, znowu pojawiają się myśli, że jeśli nie uda mi się znaleźć pracy po doktoracie, to właśnie tutaj mogę pracować. Przechodzę dalej,  gdzie znajduje się muzeum z książkami z biblioteki Jeffersona, w korytarzach znajdują się propagandowe plakaty, które nawołują młodych mężczyzn do wojska.

Po wyjściu z budynku biegnę po coś do picia i hot-doga, spędziłam kilka ładnych godzin bez kropli wody, zadowolona spaceruję dookoła budynków. Podoba mi się tutaj. I to bardzo.

Następnie wchodzę na główną aleję spacerową, która łączy budynek Kongresu z Mauzoleum Lincolna. Po drodze znajduje się mnóstwo muzeów oraz przestrzeni do odpoczynku.

Na pierwszy ogień idzie Muzeum Indian. Rozczarowanie. Kolejne muzeum, tym razem Kosmosu, kolejne rozczarowanie. Trzecie Muzeum, które przypomina ZOO, tylko że z wypchanymi zwierzętami, i po raz kolejny tragedia. Nie ruszają mnie imitacje statków czy samolotów, które wykonane są z folii aluminiowej. Wypchane zwierzęta!!! Już nie mówiąc o motylarni, która nie umywa się do naszej we Wrocławiu. Ale wisienką na torcie są tabliczki informacyjne przy obiektach muzealnych. W szczególności ta, z której dowiaduję się jak wyglądał przewód pokarmowy u dinozaura. Wywołuje to u mnie nieokiełznany śmiech na dłuższy okres czasu. Od razu dzielę się nowo zdobytą wiedzą z przyjaciółką, która jest biologiem. Również docenia ważność odkrycia naukowego.

No to pora na pomniki i kawałek historii. Omijając resztę muzeów mijam Washington Monument, wysoki pomnik otoczony flagami narodowymi USA, następnie widzę w oddali Memoriał Lincolna, ale zanim do niego dotrę to przede mną Park Pamięci II Wojny Światowej.

Stoję na początku parku i obracam się dookoła. Widzę tablice z nazwami Stanów uzupełnione nazwami oceanów. Na każdej stronie świata znajduje się symbol pokoju. Dopełnieniem jest pomnik, a raczej instalacja z malutkich samolocików, która pokazuje ilość zestrzelonych samolotów podczas II Wojny Światowej. Robi wrażenie. W parku znajdują się również pomniki ofiar koreańskich oraz wietnamskich żołnierzy.

Mijam w zadumie kolejne pomniki, docieram do głównego miejsca, Memoriał Lincolna. Tłum ludzi. Dopycham się do pomnika, aby zrobić kilka zdjęć. Następnie siadam na schodach i patrzę na zachód słońca. Znowu stwierdzam: pięknie tutaj.

Na koniec dnia jeszcze dwa miejsca chcę zobaczyć. Po pierwsze idę pod pomnik Martina Lutra Kinga, jest ciemno, nie jestem w stanie już zrobić poprawnego zdjęcia.

I na koniec pomnik Einsteina. Patrzę na niego i sobie myślę, a raczej przypominam marzenia małej Moniki, że kiedyś będzie naukowcem... Uśmiecham się i stwierdzam, że pora w końcu coś zjeść. Street food jak zawsze jest dobrym rozwiązaniem. Potem kupuję kawę i idę zobaczyć budynek, gdzie został postrzelony Lincoln, obok teatru kolejka. Czemu już mnie to nie dziwi.

Trochę włóczę się późnym wieczorem po Waszyngtonie, ale stwierdzam, że nie jest to najlepszy pomysł. Tak samo jak w NYC jest sporo bezdomnych, tylko tutaj jakoś mniej życzliwie patrzą na mnie.

Metro i do hotelu, w końcu porzucę bagaż. Plecy po całym dniu jednak bolą. Kąpiel i spać. Na jutro pozostanie Muzeum Narodowe, Memoriał Jeffersona i Biały Dom. Koniecznie trzeba zagospodarować czas na posiłki, bo dzisiaj to nie bardzo o to zadbałam.

Rano budzę się z bólem pęcherza, cudownie, tego mi trzeba, nie mam nic ze sobą z lekarstw eh. Po dotarciu do lokalu na śniadanie odwiedzam kilka razy toaletę, po tym udaję się prosto do apteki. No i problem. O ile leki, których u nas nie można kupić bez recepty, to tutaj można, to jeśli chodzi o leki na zapalenie pęcherza jest odwrotnie. Pozostaje mi udać się do lekarza. Dobrze że mam wykupione ubezpieczenie – mówię głośno. Pani mi proponuje jakieś lekkie leki bez recepty, kupuję i od razu je zażywam. Pożeram dodatkowo cukierki z żurawiną i idę w stronę Białego Domu. Niestety nic nie widzę, Prezydent przyjmuje gości i przestrzeń dookoła budynków jest zamknięta dla turystów. Policja informuje, że wieczorem będzie można podejść.

Dobiegam do Muzeum Narodowego. Zaczynam zwiedzanie od toalety Po wczorajszych doświadczeniach z muzeami, spotyka mnie bardzo miła niespodzianka. Znajdują się tu obrazy i rzeźby samych znanych artystów: Renoir, Degas, van Gogh, Gauguin, Matisse, Cézanne no i Monet J W końcu uczta dla oczu, po dość rozczarowujących wizytach w poprzednich miejscach.

Niestety jest sobota, zamykają muzea wcześniej. Pozostaję bez dostępu do łazienki. Na szczęście po kilku godzinach i kilku tabletkach nie muszę wchodzić do każdej restauracji po drodze.

Na koniec spaceru siadam i oglądam z dalszej perspektywy Memoriał Jeffersona. I znowu ta sama refleksja: Pięknie tutaj.

  

                             Memoriał Jeffersona                                                                                                    Biały Dom

No to został Biały Dom. Pomimo tego, że jest już możliwość podejścia bliżej, to i tak jest to dość oddalona od budynku przestrzeń przeznaczona dla turystów. A ile znajduje się tutaj fotografów czekających na zrobienie tego najważniejszego zdjęcia.

Kolacja w starej części Waszyngtonu i podróż do NYC. Udaje mi się w spokoju przespać podróż.

Po wycieczce do Waszyngtonu pozostają ostatnie dwa dni pobytu w USA i powrót do domu. Najgorsze przychodzi, kiedy muszę się spakować. Mam jedną walizkę, a ubrań czy pamiątek na dwie. Cóż, na szybko organizuję drugą walizkę, a i tak nie potrafię się zmieścić do nich. Część rzeczy zostawiam, do odbioru kiedyś.

Wracam tym razem w prostej linii do Polski. Po wyjściu z samolotu jest zimno, nie ta pora dnia, no i szarość. Szarość w ubiorze i zachowaniu ludzi, nas mieszkających w Polsce.

Ledwo udaje mi się wyjść z lotniska i dotrzeć do taksówki. Pan taksówkarz jak widzi mnie -kobietę z dwoma walizkami, plecakiem i torbą z dużym laptopem, wysiada aby zapakować moje bagaże. Dostanie się do taksówki nie okazuje się największym problemem. Przedostanie się na dworcu na peron doprowadza mnie do szału. Poznaję Panie z podobną ilością walizek, które stają się moimi towarzyszkami niedoli. Oczywiście również przyleciały z USA, tylko że z Chicago. Razem pomagamy sobie przedostać się na peron.

Podjeżdża pociąg i kolejny Pan pomaga mi wpakować wszystko, co jest ze mną do pociągu. Pozostaje nadzieja, że Tata pojawi się na czas u nas na dworcu w Częstochowie. Niestety na naszym cudownym Głównym dworcu w moim mieście - Częstochowie nie mamy udogodnień dla ludzi z walizkami.

Kiedy pociąg zatrzymuje się na peronie i widzę Tatę czuję ulgę. On za to się śmieje widząc mnie z toną pakunków.

Na tym kończy się Mój American Dream. Tak jak napisałam w pierwszym felietonie, broniłam się, aby tam jechać, a byłam. Powiem na dodatek, że planuję tam jechać ponownie Uśmiech

Zapraszam na kolejny felieton, tym razem przeniosę się bliżej Polski Uśmiech

Zdjęcia  autorki

Monika Piśniak

Galeria

  • Powiększ zdjęcie Kongres

    Kongres

  • Powiększ zdjęcie Bilet do Izby Reprezentantów

    Bilet do Izby Reprezentantów

  • Powiększ zdjęcie Biblioteka Jeffersona

    Biblioteka Jeffersona

  • Powiększ zdjęcie Budynek gdzie zmarł Lincoln

    Budynek gdzie zmarł Lincoln

  • Powiększ zdjęcie Memoriał Lincolna

    Memoriał Lincolna

  • Powiększ zdjęcie Muzeum Kosmosu

    Muzeum Kosmosu

  • Powiększ zdjęcie Nauka biologii w amerykańskim muzeum

    Nauka biologii w amerykańskim muzeum

  • Powiększ zdjęcie Pomnik Einsteina

    Pomnik Einsteina

  • Powiększ zdjęcie Biały Dom

    Biały Dom