OCZAMI MONIKI – BUŁGARIA*

  • Drukuj zawartość bieżącej strony
  • Zapisz tekst bieżącej strony do PDF
5 września 2020

Kiedy bardzo się czegoś nie chce, to trzeba to zrobić

Wyjazd do Bułgarii był dość sporym dla mnie zaskoczeniem. Pewnego dnia dowiedziałam się, że zostałam wybrana i jeszcze dwie osoby ze wszystkich doktorantów na moim wydziale, aby jechać do letniej szkoły dla doktorantów. Nie było wiadome na początku gdzie zostaniemy wysłani, ale Bułgaria nie była na liście miejsc do których chciałabym pojechać.

W moim życiu prywatnym było poprawnie, jak ja nie lubię takich określeń. Co to znaczy poprawnie? To znaczy tyle, że wszyscy uważają, że jesteś w szczęśliwym związku i pomimo tego, że intuicja podpowiada co jakiś czas – Monika, to nie jest to – to i tak powtarzasz za ogółem – Jest świetnie. Ale to nie jest miejsce, aby rozpisywać się o szczegółach tej relacji.

Do tego dochodził mój strach przed nowym środowiskiem. Każda konferencja, każde seminarium to były godziny nerwów. Niby było z każdą kolejną sytuacją łatwiej, ale daleko mi było do lekkości wystąpień większości doktorantów.

Jedynym pozytywem była (co paradoksalnie mnie powstrzymywało) wizja spędzenia czasu poza domem, aby móc pozbierać myśli. Czułam się osaczona. Potrzebowałam powietrza, ale trochę bałam się konsekwencji. W sumie to nigdzie nie byłam na wyjeździe bez męża czy mężczyzny z którym byłam w związku od niepamiętnych czasów. Miałam prawo się tego bać. Cały czas nosiłam brzemię byłego małżeństwa (ale o tym innym razem).

Spakowana czekałam na Pana Doktora[1] (nie będę podawała danych osobowych), który jako jedyny na uczelni znał organizatorów i został wytypowany do wspólnego wyjazdu. Dojechaliśmy na lotnisko, odprawa, lot i lądowanie w Burgas. Stamtąd busem do Warny, a następnego dnia miał nas zabrać bus do miejsca docelowego – ekskluzywnego hotelu w znanym kurorcie.

Warna nie zachwyciła mnie. Miejsce jak miejsce, plaża, bary na piasku przy morzu, deptaki i sporo turystów. Byliśmy bardzo ciekawi co przyniesie nowy dzień.

Kiedy bardzo wiele oczekujesz to na pewno przyjdzie rozczarowanie. I tak było i tym razem. Ekskluzywny hotel okazał się repliką z czasów PRL, a wystarczyło oprzeć na tym wizerunku marketing. Już nie mówiąc o stanie łazienki czy chodzących a raczej łażących okropnych owadach. Jedyne co było przyjemne to restauracja na dachu budynku    

 

Przy hotelowej recepcji poznaliśmy, to znaczy Koleżanka poznała pozostałych uczestników naszej szkoły. Jak się potem okazało, ludzie byli z wielu ciekawych krajów takich jak: Anglia, Hiszpania, Polska, Kazachstan, Uzbekistan, Irak, Rosja, Pakistan. 

                                  

Następny dzień przyniósł możliwość poznania wszystkich uczestników letniej szkoły, prowadzących zajęcia oraz swoje grupy w których pracowaliśmy. Dość ciekawe było to doświadczenie, ponieważ tylko w Polsce praca doktorska nie może opierać się na samej analizie literaturowej a obrona jest publicznym egzaminem. Wszyscy byli zaskoczeni jak przedstawiono jak u Nas wygląda uzyskanie stopnia doktora. Stąd też powstało wiele nieścisłości w rozumieniu co zamierzam przebadać w swojej pracy. Ale to też nie jest najważniejsze.

W trakcie zajęć niewiele było możliwości zwiedzania. Jedynie wieczory spędzaliśmy w lokalnych barach śmiejąc się i poznając obce kultury. Co oczywiście znowu nie należało do moich ulubionych zajęć. Po pierwsze ludzie, a po drugie jak mam mówić po angielsku?! Przecież ja nie umiem mówić w tym języku. Gramatyka jak najbardziej ale nie słownictwo.

W pierwszym dniu a dokładnie w wieczór po zajęciach poznałam bardzo ciekawego człowieka, który okazał się początkiem ogromnego zamieszania w moim życiu.

Tydzień zajęć szybko minął, nastąpił czas pożegnań. Ostatni wspólny wieczór, najpierw oficjalna kolacja z kadrą, a następnie „doktoranckie” wyjście do lokalu na plaży. Wtedy dopiero można było swobodnie rozmawiać, śmiać się z niezrozumiałych kawałów. Nie z powodu braku rozumienia języka angielskiego, tylko z braku świadomości realiów w danych krajach.

Dla nas to nie był koniec wyjazdu, nasza grupa z Polski miała jeszcze przed sobą parę dni do wylotu. Zwiedziliśmy Nessebar oraz dwa kurorty Słoneczny Brzeg oraz Złote Piaski. Kurorty mnie nie urzekły, ale zniechęciłam się, kiedy po plażach jeździła ciężarówka jako śmieciarka.

                                               

Natomiast Nessebar jest cudny. Piękne grekokatolickie świątynie pełne ikon (gdybym wtedy wiedziała jak będę żałować braku odpowiedniego na nich skupienia). Cudne uliczki, mocno klimatyczne restauracje, słodkie małe sklepiki.  

                                 

                                                                                                                                                                                         

 

Wszystko było prawie idealnie - czemu prawie? Bo właśnie w tamtej chwili nie chciałam wracać do Polski. Tak się porobiło.

Dlaczego skupiam się na wyjeździe podczas którego prawie nic nie zwiedziłam? Ponieważ po raz pierwszy od rozwodu zgubiłam się. A może inaczej, byłam cały czas zagubiona, ale wtedy zaczęłam się odnajdywać.

Poznanie Człowieka z zupełnie odmiennego kręgu kulturowego, innego wyznania, innego koloru skóry itp. itd. wprowadziło w moje życie zamęt. Człowiek ten nie tylko był bardzo inteligentny, kulturalny, wykształcony ale był bardzo mocno wrażliwy[2].  Będąc tam czułam zupełnie inną energię, czułam że coś się dzieje.

Po powrocie do Polski rozstałam się z dotychczasowym mężczyzną, powiedziałam sobie – Skoro fascynuje mnie zupełnie inna energia, to zrobię miejsce na nowe i zobaczę, co będzie się działo. Długo nie musiałam czekać, bardzo szybko została wypełniona przestrzeń w moim życiu, pomimo tego że dzieliły nas tysiące kilometrów i parę godzin różnicy czasu. Ale co tam, czułam po raz pierwszy od rozwodu, że moje miejsce nie jest w typowym schemacie w Polsce. Czułam że nie pasuję do ról, jakie mi nadano i jakie sama sobie pozwoliłam nadać.

Jedna z gorszych rzeczy jakie mnie spotkała, to plotki, domysły i inne historie, które wróciły w zupełnie innym miejscu mojego życia. Pozwoliłam im żyć, aby było łatwiej osobie z którą byłam. Do tej pory go szanuję i życzę mu jak najlepiej. A wiem, że tak właśnie się stało w jego życiu.

Byłam szczęśliwa, naiwnie wierząc w swoją bajkę, ale to nie było istotne i w sumie nadal nie jest.

Sytuacja polityczna nie pozwoliła nam się ponownie spotkać, co pokazało mi że można istnieć miłość platońska. Bardzo mocno przeżyłam, że nie ma możliwości móc porozmawiać na żywo, już nie mówiąc o jakimkolwiek kontakcie fizycznym. Ale tak miało być. Szereg niesprzyjających okoliczności spowodował, że została podjęta decyzja o zaprzestaniu posiadania nadziei, że to się zmieni.

Ale co jest najcudowniejsze? Mnóstwo rzeczy. Po pierwsze otworzyłam się na miłość, taką prawdziwą. Po drugie moja tolerancja jeszcze bardziej została poszerzona. Po trzecie mam wspaniałego znajomego w tak odległym kraju. Mam nadzieję, że będziemy mieć możliwość wypić razem kawę, kiedyś, gdzieś…

Przeszłam mnóstwo perturbacji w życiu, szukałam siebie w wielu miejscach na ziemi, w mroku czy też uciekając od szarości dnia. Teraz jestem tam, gdzie jestem szczęśliwa. W moim domu, wśród bliskich. Obok Marka i kitku. I niech tak zostanie. To znaczy nie zamierzam odpuścić poznawania kultur, ludzi oraz krajów. Ponieważ największe cudowności w życiu dzieją się kiedy jesteśmy otwarci, kiedy nie oceniamy innych, kiedy skupiamy uwagę na swoim życiu a nie innych, kiedy żyjemy w zgodzie ze sobą. Tak teraz jest w moim życiu. Otaczają mnie wspaniali ludzie i aktualnie dzieje się magia Uśmiech

                      

 

 

[1] Dla potrzeb felietonu będę używać: Kolega, Koleżanka oraz Pan Doktor.

 [2] W końcu jest Poetą

 

Od redakcji - historia sprzed pandemii

Monika Piśniak

Galeria

  • Powiększ zdjęcie Cerkiew w Nessebar

    Cerkiew w Nessebar

  • Powiększ zdjęcie Uliczka w Nessebar

    Uliczka w Nessebar

  • Powiększ zdjęcie Molo w Burgas

    Molo w Burgas