Mój „American dream” II – New York City (NYC) - pierwszy szok

18 października 2018

Nieśmiało stawiam pierwsze kroki na lotnisku. Bardzo mnie cieszy, że nie muszę sama wiedzieć, jak przedostać się do miejsca swojego tymczasowego pobytu. Patrząc wcześniej na mapę widziałam, że lotnisko znajduje się w centrum miasta, tyle tylko, że NYC jest ogromnym miejskim tworem. 

Najpierw kolejka naziemna, w sumie można uznać że to jest metro, potem drugie metro, jestem już od 60 min w metrach a to nie koniec drogi, potem ma być trzecie metro, ale jednak wychodzimy z tuneli korytarzy miliona linii metra. Ciemno, jest ok godziny 22, a dla mnie jest wczesne rano. Moje oczy i mój mózg nie rozumieją, co się stało nagle z zyskanym czasem. Wracając do tematu, wychodzę na zewnątrz… nagle jedno wielkie uderzenie hałasu z ogromem budynków i taksówek, wsiadam to żółtej taksówki, trzeba podać numer ulicy. Nie wiem gdzie mam się patrzeć, na budynki, na taksówkę, w której mam telewizor przed sobą i słyszę przygłupi program talk show. Wygrywają budynki. Ja taka mała w tym małym żółtym samochodzie… Wyrywa mnie z zamyślenia zatrzymujący się samochód, płatność kartą (na marginesie bardzo mało kosztują tutaj taksówki) i stoję ze swoją walizką przed kamienicą, „pakuję” się do mieszkania. To tutaj spędzę najbliższe tygodnie… Pomimo wszystko, dalej nie wierzę, że jestem gdzie jestem.

Pan przywozi kolację zamówioną z wietnamskiej restauracji, nie umiem jeść nad ranem Mrugnięcie

Po szybkiej kąpieli kładę się do łóżka. Jest dawno po północy, czyli rano w mojej świadomości. Chwilę rozmawiam z przyjaciółmi, rodzicami, następnie zasypiam.

Budzę się po krótkim śnie, wyglądam przez okno, a tam film sensacyjny kręcą, rozglądam się po aneksie kuchennym i kompletnie nic nie ma do jedzenia. Pytam się Gospodarza gdzie mogę zjeść śniadanie. W efekcie za 20 min Pan dostarcza zamówione tosty i jajka. Jem i powtarzam sobie – Monika wyjdź na zewnątrz, to tylko miasto, może większe od tych, w których byłaś, ale tylko trochę… Pijąc kawę, dzwonię do rodziców, dziwnie tak jak oni mówią, że zjedli już obiad Uśmiech

W końcu trzeba się ruszyć, biorę telefon i wybieram w aplikacji Google Map swoją lokalizację, oczom nie wierzę – Jestem w samym środku Manhattanu!!! Zaskoczenie moje jest tym większe, że nie zapytałam się mojego Gospodarza przed wyjazdem gdzie mieszka.

Ubrana stoję przed drzwiami, wychodzę na ulicę i powtarzam sobie, że to mała, normalna ulica przecież. Wcześniej ustaliłam sobie plan na dzisiaj, krótki spacer dookoła okolicy, czyli Lower Manhattan. Najpierw spaceruję po niedalekim parku - Washington Square Park, następnie docieram do rzeki Hudson. Patrzę z niedowierzaniem na Dolny Manhattan, New Jersey na drugim brzegu, ludzi leżących na trawie. Spędzam dłuższą chwilę rozkoszując się widokiem. Postanawiam zrobić sobie spacer wzdłuż rzeki Hudson, idąc mijam porty, parki, a po drugiej stronie drapacze chmur, w sumie to nie czuję się już nieswojo. Docieram do Midtown Manhattan. Postanawiam wejść w gąszcz budynków, podejść bliżej miejsca wieczornej kolacji. Jedyne o czym myślę to aby nie trafić na Times Square, przeczuwam że to może mnie zabić. Takie przyjemności zostawię sobie na później, nie od razu, nie teraz…

Udaje mi się ominąć Times Square, przechodzę między wieżowcami przez Hell's Kitchen i docieram blisko Grand Central Terminal. Po drodze zjadam lunch w jednej z knajpek, która wygląda europejsko. Po skończonej konsumpcji informuję kelnera o chęci zapłacenia za posiłek. No i zderzenie z inną kulturą, ktoś mi zabiera kartę i sobie idzie… Byłam na to przygotowana, czytałam sporo o tym. W USA nie płaci się na PIN tylko na podpis, łącznie z napiwkami, można podać kwotę jaką mają dodatkowo obciążyć kartę. Karta wraca, ja dostaję smsa o potrąceniu z konta. No cóż, muszę się przyzwyczaić.

Potem już jest tylko lepiej, pomału odkrywam piękno NYC i odczuwam wielką radość, gdy  chodzę po uliczkach z kawą ze Starbucksa, próbuję street food, siadam na ławkach, dotykam sztuki nie tylko w postaci obrazu ale również teatru i muzyki, oglądam wszechobecny luz i uśmiech, widzę pełnię kolorów na ulicach, chodzę po wyprzedażach, umawiam się z Anetą[1] na kawę no i na szaleństwa zakupowe Uśmiech

Każdego co innego wzrusza, mnie obraz i dźwięk. Będąc w USA wiele razy miałam łzy w oczach. Uczucie to jest dość osobliwe, stanowi połączenie ekscytacji, podniecenia, rozbicia emocjonalnego i niedowierzania, a nade to wszystko szczęścia.

Poniżej subiektywna lista miejsc wartych zobaczenia w NYC, posegregowana w sposób losowy:

Washington Square Park – to jeden z wielu małych miejskich parków. Kiedy widzę pierwszy raz trawniki wypełnione przez ludzi czytających książki, gazety, jedzących lunch, albo po prostu patrzących w niebo, to na myśl przychodzi tylko mi jedno – tu jest cudownie. Zachęcam poczuć ten amerykański luz, „walnąć” się na trawie i po prostu być[2].

Union Square – plac, który w sumie nie jest w jakikolwiek sposób szczególny, to po prostu mały park, jednak znajduje się tam (albo na obok albo nad albo gdzie, bo nie wiem) bazar z warzywami i owocami, market, no i księgarnie J Cudowne, piętrowe królestwa książek wszelakich, w których zanurzam się  za każdym razem przechodząc przez ten plac. Okazuje się on również dobrym miejscem do poszukiwań w centrach wyprzedażowych.

9/11 Memorial – nie trzeba wiele mówić o tym miejscu. Bałam się odwiedzenia pomnika ofiar. Wita mnie budynek o niesamowitej budowie - The Oculus, wchodzę i zamieram, mam poczucie, że jestem w organizmie ludzkim, a żebra mnie otaczają. Mijam to cudo architektoniczne i podchodzę do pomnika. Czarne płyty z nazwiskami ofiar ułożone
w kwadratową ramę, w środku fontanna, róże włożone w otwory od liter tworzących niby tylko dane osobowe, ale tak nie jest. Chwila zadumy, większość ludzi milczy, mało kto jest uśmiechnięty. Oprócz turystów z Azji, oni zawsze wyróżniają się na tle innych odwiedzających.

Wall Street – każdy wybiera się w to miejsce, więc ja też postanawiam zobaczyć królestwo giełdy papierów wartościowych. Budynki robią wrażenie, chociaż są one coraz mniejsze. Z dnia na dzień coraz bardziej czuję to miejsce. Pusto na ulicach około południa, w sumie nie jest to dziwne, przecież są godziny pracy.

    

                             Wall Street                                                                          Charging Bull

Charging Bull – znajduje się na końcu Wall Street, legenda głosi, że aby mieć szczęście to należy złapać byka za jego narządy płciowe i nawet mam taki plan, jednak kolejka zniechęca. Znowu widzę przede wszystkim turystów z Azji. Przyglądam się jak z radością macają podobiznę wzburzonego zwierzęcia.

Battery Park – ten mały park znajduje się za Wall Street i jest końcówką Manhattanu. Można zobaczyć Statuę Wolności, wybrać się łódką, aby obejrzeć ją (powtórka była) z bliska, czy chwilę odpocząć. To tutaj zjadam pierwszego ulicznego hot-doga, po czym jestem upaprana ketchupem.

Ellis Island – wyspa, którą odwiedza się płynąc rejsem z Jersey do Statuy Wolności. Niestety, rejsy płynące z NYC nie mają na wyspę po drodze i nie zawsze tam się zatrzymują. Wyspa była miejscem przejściowym dla emigrantów, czyli miejscem tymczasowego pobytu, zanim wnioski wizowe zostały rozpatrzone i mogli dostać się na teren Stanów Zjednoczonych. Znajduje się tu Muzeum Emigracji, w którym z zaciekawieniem szukam polskichak centów i znajduję ich wiele Uśmiech

Statua Wolności – coś, co kojarzy się w pierwszej chwili z USA, jednak nie jest moim zdaniem najciekawszym miejscem do odwiedzenia, niemniej jednak obowiązkowym. Udało mi się kupić ostatnie bilety z Jersey. Przed wejściem na statek zachwycam się panoramą Manhattanu. Ten widok urzeka mnie za każdym razem. To jest bajka. Po zatrzymaniu się na wyspie Ellis docieram pod Statuę Wolności. Okazuje się bardzo niska w porównaniu z drapaczami chmur, które znajdują po stronie NYC. Wchodzę po schodach, winda jest dla mięczaków. Podziwiam widoki, oczywiście na Manhattan, wtedy po raz kolejny czuję, że mogłabym tutaj zostać…. Następnie spaceruję dookoła i zapoznaję się z okolicą Moja przyjaciółka Aleksandra kupiła mi przed wylotem do USA pamiątkę z wakacji, gumową kaczkę pod postacią Statuy Wolności J Oczywiście artefakt ma długą sesję zdjęciową, nawet ja się załapuję ;) Widok z promu powrotnego z wyspy, gdzie jest Statua Wolności jest na 2 miejscu w moim rankingu panoram Manhattanu.

Roosevelt Island – wysepka znajdująca się na East River, bliżej Brooklyn. W sumie to nic nadzwyczajnego na niej nie ma. Natomiast aby się na nią dotrzeć, to trzeba wsiąść do kolejki podobnej do linowej i przedostać się na drugą stronę rzeki. Co mnie tam zachwyciło? Oczywiście widok na Manhattan. W moim rankingu widoków jest na 4 miejscu. Nie jest to może duża odległość z której można podziwiać serce NYC, ale i tak zachwyca.

Prom do Jersey – cudowny rejs promem w godzinach wieczornych, kiedy widać cały Manhattan oświetlony. Cudowne Uśmiech To jest numer 1 zdecydowanie, jeśli chodzi o widoki. Miałam okazję spędzić kilka chwil po zmroku, ogrom świateł oraz zmieniająca się perspektywa powodują, że człowiek zamiera. Uderza widok prawie jak Times Square.

Organizacja Narodów Zjednoczonych – będąc w NYC nie można pominąć tego ważnego miejsca. Szukam polskiej flagi a kiedy znajduję, pojawia się uczucie dumy.

Rockefeller Center – cudowny budynek, nie wiem czy nie piękniejszy niż Empire State Building, Kiedy docieram po raz pierwszy to zamieram. Takiego przepychu to jeszcze nie widziałam. Robi wrażenie. Staję i podziwiam majestat architektoniczny. Warto podejść nie tylko w ciągu dnia, wieczorem robi jeszcze większe wrażenie.

Times Square – no cóż, coś czego się bałam ostatecznie porwało mnie, zatkało, przygniotło a nawet „zgwałciło”[3]. Ogrom wszechobecnych migających świateł robi wielkie wrażenie. Stoję i nie ruszam się, chłonę, zamieram. Po dłuższej chwili idę po serniczek[4] i siadam na przygotowanych dla turystów schodach, jem i dalej kontempluję ten dziwny i niecodzienny dla mnie widok. Wracam tam później Zmieszany Po serniczek również.

   

                                           Serniczek

Empire State Building – potęga NYC, ale nie robi takiego wrażenia jak chociażby Rockefeller Center. Mijam go wiele razy, przechodząc.

Grand Central Terminal – miejsce dla mnie wyjątkowe. Jeśli ktokolwiek miał problem z wydostaniem się z dworca głównym w Warszawie, to tutaj polegnie z kretesem. Ani razu nie wyszłam tam, gdzie chciałam. No dobrze, raz mi się udaje, ale tylko dlatego, że wchodzę głównym wejściem, chwilę stoję i wychodzę. No i mam jedno skojarzenie: ile filmów było tutaj kręconych. Zresztą to skojarzenie mam nie tylko w tym miejscu.

High Line – dziwny park. Nieczynne tory kolejowe położne nad ulicami wykorzystano i zrobiono długi i wąski park. To ciekawe miejsce. Chodząc można spojrzeć na Manhattan z góry.

The Morgan Library & Museum – tutaj mogę pracować, jak z doktoratem nie wyjdzie J Widzę siebie chodząc po bibliotece jako Panią wydającą książki chętnym. Tak, jest to trochę dziwne ;) Kupuję oczywiście egzemplarz mojej ulubionej powieści – Alicja w Krainie Czarów i odbijam nań stempel biblioteki.

Carrie Bradshaw's Apartment – jak przystało na fankę serialu „Seks w Wielkim Mieście” idę zobaczyć schody, po których tyle razy schodziła Carrie. Wyobrażam sobie siebie wychodzącą z budynku i schodzącą po nich.

Greenpoint – nie mogło być inaczej, w końcu polska dzielnica. Docieram za pierwszym razem z Anetą. Widzę Biedronkę, polskie restauracje, napisy w języku polskim. Miło. Poza tym u wspomnianej Anety mam okazję jednego wieczoru zjeść tradycyjną polską kolację z polskimi trunkami. Bardzo dziękuję Uśmiech

Brighton Beach – ocean trzeba zobaczyć. Wycieczka trwa milion minut, niby dalej to samo miasto a ja jadę i jadę… Docieram do bardzo charakterystycznej, rosyjskiej dzielnicy, epatującej rosyjskością. Z perspektywy osoby patrzącej z brzegu, to ocean niczym nie różni się od każdego morza. Co innego pływać po nim statkiem, czy oglądać zamieszkujące go zwierzęta. Ale o tym będzie przy okazji felietonu o Bostonie.

Mała Italia – w NYC jest mnóstwo dzielnic chyba w sumie każdej narodowości. W tej konkretnej mnóstwo jest pizzerii, kafejek i włoskiego języka Uśmiech Ciekawie

  

                                     Włoska dzielnica                                                                                         Świątynia w Chinatown

Chinatown – jest zaraz za Małą Italią. Jak można się domyślić, mijam jedynie napisy w postaci znaków, które tworzą język chiński, zupełnie dla mnie nie znanych. Oglądam na straganach produkty, których nie znam. Największe wrażanie robi na mnie świątynia, do której oczywiście wchodzę. Dobrze się w niej czuję, kupuję ciasteczko z wróżbą  Uśmiech Podziwiam chińskie smoki oraz inne elementy związane z kulturą Chin.

Inne dzielnice – jest koreańska, wietnamska, japońska, hinduska itd. Odwiedzam prawie każdą z powodu jedzenia, w końcu mam okazję popróbować wielu nieznanych mi smaków przygotowywanych zgodnie z tradycjami.

Central Park – cudowne cudowności. Pierwszy park, którego nie umiałam przejść za jednym razem. To miasto w mieście, ulice, sygnalizacje drogowe, chodniki, auta, ogromne jezioro, muzea oraz pomnik Alicji i pozostałych bohaterów książki Alicja w Krainie Czarów. Fontanny, zaułki, skałki. Włóczę się słuchając gdzieniegdzie ulicznych grajków, których w tym mieście wszędzie jest pełno.

Brooklyn Bridge – najbardziej znany most w NYC. Widok jest nieziemski szczególnie o zachodzie słońca. I to zaliczam na pierwszy ogień J Numer 3 w rankingu widoków na Manhattan.

   

                               Brooklyn Brigde                                                                             Widok z Freedom Tower

Freedom Tower – tego nie da się opisać, ale jednak spróbuję. Wchodzę do budynku, wsiadam po kontroli (kontrole są wszędzie i poważnie do nich podchodzą) do windy. Jej prędkość wbija mnie w podłogę. Na ścianach widzę film, który pokazuje jak wygląda widok na Manhattan, widok dopasowany jest do wysokości, na której znajduje się w danym momencie winda. Wysiadam. Staję przy barierce. Pewnie teraz zacznie się film, o którym wszyscy mówili, żeby obejrzeć uważnie do końca. Zaczyna się, ja podniecona kręcę filmik telefonem, pokazują życie w NYC. Nagle film się kończy i... podnoszą się pasami rolety, to co widzę jest jedyne w swoim rodzaju. Widok z ponad 400 m na NYC. Płaczę, serio. Nie umiem się pozbierać, a już mówią pracownicy, aby się przesunąć. To było preludium do najbardziej spektakularnego widoku w moim życiu. Chodzę dookoła jak pies spuszczony z łańcucha i wyglądam przez każde okno. Nie umiem się nacieszyć tym widokiem. Czekam na zachód słońca, któryjeszcze bardziej powala. Następnie zapada zmrok i wtedy już zupełnie mam nogi z waty. Nie chcę stąd wyjść, ale kolacja u Anety czeka.

Harlem – dzielnica czarnoskórych. Wysiadam z metra, nikogo nie ma na ulicach w moim kolorze skóry oprócz mnie. Ludzie przyglądają mi się, ale nauczyłam się już być „tą inną”. Spaceruję, oglądam małe kościoły, sklepy, gdzie na wystawach znajdują się ogromne „złote” łańcuchy. Docieram do najstarszych budynków, chodzę i je podziwiam. „Tutaj mogłabym mieszkać w NYC” mówię. Spotykam na ulicy mężczyznę, który zaczyna ze mną rozmawiać, pyta czy jestem architektem. Jest zdziwiony, że interesuje mnie ta dzielnica. Pyta się czy mam ochotę zobaczyć dom od środka w tej dzielnicy, mówi, że mieszka w domu Boba Marleya[5] Mówię „dziękuję” i wchodzę zobaczyć dom od środka. Jest tabliczka informacyjna o tym, że Bob Marley tutaj mieszkał. Dom w środku jest piękny, pełno antyków, cudownie się czuję, rozmawiamy o literaturze, o Polsce o nauce. W końcu dziękuję i żegnam się. Miło było zwiedzić od wewnątrz starą nowojorską kamienicę.

Nocne życie w NYC – obowiązkowo trzeba przeżyć. Jeden wieczór, a raczej sobotnią noc chciałam spędzić w lokalach na dachu Manhattanu. No to wychodzę, cudowne przeżycie, znowu windy i cudowne widoki. Nie mogę się nacieszyć, patrzę na Empire, piję drinka, jestem na dachu budynku, tak jak na szczycie góry, czuję wolność. Odwiedzam w sumie cztery lokale, oczywiście wszystkie będące na dachach drapaczy chmur. Czuję się radośnie, pomimo zgiełku.

The Metropolitan Museum of Art – misz masz, tutaj jest wszystko. Postanawiam zwiedzić całe muzeum na raz. Dowiedziałam się już, że opłata jest dobrowolna i samemu ustalasz ile chcesz zapłacić. Wybieram 5$, podobno tak jest dobrze. Najpierw oglądam bardzo dobrze mi znane eksponaty związane ze starożytnością europejską, potem azjatycką, afrykańską itp. Następne piętra to już to, co Monika kocha. Obrazy i rzeźby. Chodzę i chłonę wszystko.

Museum of Modern Art – zdecydowanie inne miejsce od The Metropolitan Museum of Art, ale według mnie warto zaznać nowoczesnej sztuki, chociażby ze względu na Warhola. Oglądam wszystko z zaciekawieniem. Moją uwagę przykuwa instalacja z pająków, od razu czuję się przygnębiona, klatka osaczona przez pająka... Wspaniałe uczucie zobaczyć dzieła Van Gogha. Aż tu nagle są, nie wierzę własnym oczom[6], one tutaj są, ja je widzę, mogę dotknąć, znowu łzy w oczach, przede mną cykl Lilii wodnych. Reszta obrazów przestaje już być ważna.

The Broadway Theatre – nie może być inaczej, muszę iść zobaczyć spektakl na Broadway. Wybór pada na Koty. Cudowne, wspaniałe przeżycie. Jednak ludzie dookoła psuli atmosferę. W USA ludzie jedzą w teatrze, klaszczą stale a nawet gwiżdżą… okropne. Czułam się zdegustowana. Na szczęście dźwięki oraz scenografia zagłuszała chociaż trochę otaczającą mnie rzeczywistość. Znowu łzy w oczach, kiedy usłyszałam na żywo – Memories.

Apollo Theater – ostatni kulturalny punkt w trakcie mojego pobytu w NYC. Miejsce soulu i zabawy. Siadłam sobie, w końcu jestem w teatrze. A tu ludzie sami z siebie tańczą. Kobiety na balkonach tańczą twerk. Hmm, co to jest, gdzie ja jestem? Jednak po chwili, kiedy zespół zaczyna swój koncert, wstaję z wszystkimi i bujam się w rytm muzyki. Chociaż i tak pozostałam tą najbardziej sztywną.

No i na koniec wszechobecne kolejki do wszystkiego. Wybieram najlepsze miejsce na amerykańskiego burgera, to stoję ok godziny w „line[7]”. Idę do pubu tak samo. Czym dłuższa kolejka, tym lepiej. To taki wyznacznik standardu lokalu.

Co zrobiło na mnie największe wrażenie? Na pewno widok z Freedom Tower, widok na Manhattan płynąc promem do Jersey, Brooklyn Bridge, 9/11 Memorial, Central Park i ku mojemu zaskoczeniu Times Square Uśmiech

I taka rada dla kobiet, chociaż nie tylko dla nich. Zostaw sobie co najmniej pół pustej walizki, albo drugą całą. Nie da się nie zrobić zakupów w USA. Wracając do Polski, nie umiałam ogarnąć swojego bagażu Uśmiech

Natomiast nie należy wpadać na pomysł gotowania sobie posiłków, można wydać majątek na produkty w marketach. Zdecydowanie taniej wychodzi jedzenie w restauracjach, a street food jest naprawdę dobry i jeszcze tańszy.

Zapraszam do kolejnego felietonu, w którym znajdzie się opis wycieczki do Bostonu. Jest to ciekawe miejsce, ze względu na podobieństwo do miast europejskich.



[1] Aneta to dziewczyna, którą poznałam na lotnisku Okęcie, wspomniałam o niej
w poprzednim felietonie

[2] Pojawił się komentarz Wuja Mroo – Czemu nie ostrzegasz przed niemiłymi niespodziankami w trawie? Odpowiedź jest prosta – tam takich nie ma. Pieski wyprowadza się na spacer w specjalnie przygotowanych i zamkniętych przestrzeniach

[3]   To bardzo trafne skojarzenie niejakiego Wuja Mroo, który to w ten właśnie osobliwy sposób podsumował moje wrażenia z tego miejsca.

[4]    Bo serniczka nigdy nie odmówię ;)

[5] Tak wiem, ja nie mam granicy strachu, wierzę w ludzi i tak będzie

[6] Umknęło mi, że mają tyle cudowności Monet'a

[7] Amerykańska nazwa kolejki

 

Dodatkowe linki do filmów na YouTube:

https://youtu.be/jXStaPrhtjY - Cudowne  cudowności film z Freedom Tower

https://youtu.be/UKzExSsWKY8  - Kolejka na Roosevelt Island

https://youtu.be/koR84m8pJ_w  - Times Sguare

https://youtu.be/utQ7VB-oxlg  - film z windy Freedom Tower

 

Monika Piśniak

Galeria

  • Powiększ zdjęcie Biblioteka NYC

    Biblioteka NYC

  • Powiększ zdjęcie Central Park

    Central Park

  • Powiększ zdjęcie Central Park

    Central Park

  • Powiększ zdjęcie Empire State Bulding

    Empire State Bulding

  • Powiększ zdjęcie Grand Central, miejsce wiecznego zakręcenia

    Grand Central, miejsce wiecznego zakręcenia

  • Powiększ zdjęcie Harlem

    Harlem

  • Powiększ zdjęcie Memorial WTC

    Memorial WTC

  • Powiększ zdjęcie Muzeum Emigracji

    Muzeum Emigracji

  • Powiększ zdjęcie ONZ

    ONZ

  • Powiększ zdjęcie Widok na Manhattan oraz na Statuę Wolności

    Widok na Manhattan oraz na Statuę Wolności

  • Powiększ zdjęcie The Metropolitan Muzeum of Art

    The Metropolitan Muzeum of Art

  • Powiększ zdjęcie Biedronka na Greenpoint

    Biedronka na Greenpoint

  • Powiększ zdjęcie Central Park

    Central Park

  • Powiększ zdjęcie Times Sguare

    Times Sguare

  • Powiększ zdjęcie Widok z Roosevelt Island

    Widok z Roosevelt Island

  • Powiększ zdjęcie Statua Wolności

    Statua Wolności

  • Powiększ zdjęcie High Line

    High Line